Ekwiwalent reklamowy AVE w sporcie

Ekwiwalent reklamowy AVE w sporcie

AVE – najprościej opisać jako cennikowe wyliczenie, ile dana marka musiałaby zapłacić za obecność w konkretnym medium, gdyby chciała się tam zareklamować. Jego wysokość jest wyliczana na podstawie cennika reklamowego gazety, stacji radiowej lub telewizyjnej, w jakiej dany przekaz się pojawił, uwzględniając powierzchnię artykułu lub czas trwania ekspozycji w programie. Wyliczając ekwiwalent dla publikacji internetowych można uwzględniać dzienną liczbę odsłon danego portalu, liczbę artykułów publikowanych na portalu w danym miesiącu i związany z tym stopień trudności w dotarciu do wybranej informacji.

W przypadku sponsoringu często wykorzystywane jako miara efektywności współpracy firmy ze sportem. Badanie to wykorzystuje się również chcąc pokazać jaką wartość mediową posiada dany klub ujmując to często w swojej ofercie sponsoringowej. Wszystkie spółki skarbu państwa wymagają tego badania od podmiotu sponsorowanego jako miara efektywności współpracy. Patrząc na AVE jest więcej jego przeciwników co zwolenników.

Rozmowy o stosowaniu AVE jako wskaźnika efektywności działań PR toczą się od wielu lat. Trudno nie zgodzić się, że jest to miernik niedoskonały i nie oddaje faktycznej wartości działań komunikacyjnych. Wątpliwości można mnożyć: począwszy od metodologii opartej na wycenach cennikowych, skończywszy na założeniu, że siły przekazu reklamowego i PR są porównywalne. AVE pokazuje, że cały czas istnieje duża potrzeba prostego narzędzia pozwalającego ocenić, a właściwie wycenić, efektywność działań public relations, przede wszystkim w wymiarze relacji z mediami. Narzędzie to powinno być zrozumiałe nie tylko dla osób na co dzień pracujących w PR, ale również tych, którzy tą dziedziną się profesjonalnie nie zajmują, ale z niej w ten czy inny sposób korzystają.

Jak na razie nie zanosi się na zmiany w sferze badań dotyczących ekwiwalentu reklamowego. Patrząc przez pryzmat sponsoringu jest to badanie, które obrazuje korzyści współpracy w złotówkach i często w rozmowach z osobami decyzyjnymi jest pewnego rodzaju uzasadnieniem dalszej współpracy.

 

Dodaj komentarz